Co dalej z WOŚP?



Wydarzeń z niedzieli nie sposób pojąć. Jak co roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy grała w całej Polsce, zbierając fundusze na leczenie dzieciaków. Jak co roku, na scenach rozstawionych w polskich miastach muzycy grali non profit, a politycy przemawiali w tonie zupełnie innym, niż ten znany nam z sejmowych ław. Jak co roku, około godziny 20:00 czekaliśmy na tradycyjne już światełko do nieba czyli pokaz fajerwerków i kulminacyjny punkt obchodów WOŚP. Tylko wyjątkowo, nagle w tym roku ktoś zabrał nam piękne święto i zamienił je w zbrukany krwią pokaz słabości polskiego państwa.

Spirala nienawiści

Wiadomość o tym, że jakiś szaleniec zaatakował nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza na scenie podczas finału WOŚP gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Wierzyć się nie chciało. Na nakręconych przez publiczność filmikach nie widać tych chwil grozy. Oto jakiś mężczyzna wbiega na scenę, by po chwili triumfalnie z podniesionymi rękami podskakiwać przy mikrofonie. Prezydent Adamowicz już wtedy leżał gdzieś z tyłu sceny, mocno poraniony, a publiczność nie zdaje sobie sprawy z sytuacji, która właśnie miała miejsce.

Szaleńcem okazał się 27-letni gdańszczanin cierpiący na schizofrenię paranoidalną, wcześniej karany już m.in. za napady z bronią na bank. Rany przez niego zadane okazały się śmiertelne. W poniedziałek około 14:30 podano informację, że Paweł Adamowicz nie żyje. 

To jednak nie był koniec złych wiadomości. Jerzy Owsiak postanowił zrezygnować z przewodzenia w WOŚP po tym, jak z całej Polski zaczęły napływać opinie jakoby to WOŚP odpowiadał za fatalny w skutkach atak na prezydenta Gdańska. W kraju rozgorzała dyskusja o podzielonej Polsce, wszechobecnej w debacie publicznej mowie nienawiści, nieodpowiedzialności polityków za haniebne słowa i czyny. 

Wrogowie ojczyzny?

Nie bez znaczenia jest fakt, że szaleniec, który zaatakował prezydenta Gdańska wykrzykiwał do mikrofonu, że siedział w więzieniu za rządów Platformy Obywatelskiej, był tam torturowany i za to Adamowicz nie żyje. To partyjne szczucie jednych na drugich w końcu doprowadziło do tragedii. Przecież w TVP nie używa się innego języka aniżeli ohydnych epitetów kierowanych w stronę każdego, kto nie idzie w ramię z PiS. Politycy PiS z posłanką Pawłowicz na czele obrażają wszystkich dookoła czując się zupełnie bezkarni. Adamowicz też niejednokrotnie był szykanowany, bo jako prezydent Gdańska wsparł m.in. organizacje LGBT, które są solą w oku obecnej władzy.

Sam Owsiak stał się wrogiem władzy już dawno. PiSowi bardzo przeszkadzało, że to nie kościół ma monopol na pomaganie, a najbardziej lubianą przez Polaków akcją charytatywną jest właśnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na domiar złego, to z odsetek WOŚP Owsiak organizował Przystanek Woodstock, a więc wylęgarnię młodocianych ćpunów i kryminalistów. Wiele było już sposobów aby ukrócić niepokornego Owsiaka, żaden nie okazał się skuteczny. Aż do teraz. W obliczu śmierci ważnego polityka Owsiakowi w końcu pękło serce. Oskarżenia kierowane pod jego adresem przelały czarę goryczy. Od 1993 roku ten facet w czerwonych okularach dawał Polakom nadzieję, że jeszcze nie jesteśmy skończeni jako ludzie, a kolejne rekordy finansowe Orkiestry nas w tym utwierdzały. Przeszkadzało to jednak prawicowej opcji politycznej, przeszkadzało to zakonnikowi Rydzykowi z Torunia, przeszkadzało publicystom z magazynów typu W Polityce. Kto teraz wleje nam nadzieję w nasze czerwone serca, gdy Jurka zabraknie? Bo na pewno nie ci, którzy tylko plują jadem.


Komentarze